Trzyma papierek w ręce i mówi: to nie ja

Niña de unos cuatro años con chocolate en la cara y el envoltorio en la mano mirando a una adulta agachada a su altura

Ma trzy lata, papierek w jednej ręce i czekoladę na całej twarzy. Pytasz, czy ją zjadło, a ono mówi, że nie — patrząc ci w oczy, z takim spokojem, że aż trochę przeraża.

I wtedy nachodzą cię dwie rzeczy naraz. Ochota, żeby się roześmiać, bo to absurdalne. I myśl w tle, która już nie śmieszy: kłamie mi prosto w twarz i nawet nie chciało mu się wytrzeć buzi.

Pytanie, które produkuje kłamstwo

Zacznijmy od tego, co zmienia najwięcej, bo to gest na jedną sekundę.

Wchodzisz, widzisz szklankę na podłodze i pytasz: „kto przewrócił szklankę?”. Albo gorzej: „to twoja sprawka?”. Stoisz nad tą szklanką, dziecko było samo w pokoju i oboje o tym wiecie. To pytanie nie szuka informacji. Szuka przyznania się.

I stawia dziecko w sytuacji bez wyjścia: powiedzieć prawdę i wziąć na siebie to, co przyjdzie, albo spróbować szczęścia. Wiele dzieci próbuje szczęścia — i robi to dlatego, że pytanie właśnie otworzyło im te drzwi.

Rozwiązuje się to tak, że nie pytasz o to, co już wiesz. Powiedz, co widzisz, i przejdź do następnej rzeczy: „szklanka się przewróciła, idziemy to wytrzeć”. Z czekoladą tak samo: „zjedzona, idziemy umyć buzię”. Bez oceniania i bez przesłuchania. Odbierasz dziecku okazję do kłamstwa, a to zwykle działa lepiej niż przyłapywanie go na kłamstwie.

Ta sama zasada działa przy najczęstszym kłamstwie ze wszystkich — tym o wymiganiu się. Zamiast „umyte zęby?”, co jest pytaniem z pułapką, kiedy nie było cię przy tym, powiedz „idziemy myć zęby”. Nie zostaje szczelina, w którą da się wcisnąć „już umyte”.

Co naprawdę dzieje się w kolejnych latach

Jest tu coś, co zaskakuje prawie wszystkich i idzie dokładnie na odwrót, niż się przyjmuje: z wiekiem dzieci kłamią więcej, nie mniej.

W badaniach, w których zostawia się dziecko samo z pokusą zajrzenia do zakazanej zabawki, a potem pyta, czy zajrzało, większość dwu- i trzylatków przyznaje się, a od czwartego czy piątego roku życia większość kłamie. To, że twoje dziecko zaczyna kłamać koło czwartego roku życia, nie znaczy, że schodzi na złą drogę. Robi to, co robi większość.

Z wiekiem zmienia się jeszcze jakość. Najmłodsi zdradzają się sami: zaprzeczają, a przy następnym pytaniu wyrzucają z siebie szczegół, który mogliby znać tylko wtedy, gdyby zajrzeli. Utrzymanie kłamstwa wymaga zapamiętania fałszywej wersji, nieplątania się w nią później i zachowania miny. To bardzo dużo zarządzania jak na czteroletnią głowę.

W wieku trzech lat mieszają się dodatkowo rzeczy, które nam wydają się zupełnie różne: to, co się stało, i to, co dziecko chciałoby, żeby się stało. Jeśli mówi, że szklankę przewrócił pies, może wcale cię nie oszukiwać. Może ta wersja podoba mu się tak bardzo, że instaluje się na wierzchu tego, co wydarzyło się naprawdę.

A w wieku czterech lat obie rzeczy chodzą obok siebie. To samo dziecko rano rzuci automatyczne „to nie ja”, a po południu zbuduje ci dopracowaną wersję. Nie musisz dochodzić, która z nich to była: to, co robisz potem, jest takie samo.

Co decyduje o tym, czy następnym razem ci powie

Około pięcioletni chłopiec klęczy obok dorosłego i razem sprzątają niewielki bałagan w kuchni

Nie to, co dzieje się, kiedy je przyłapiesz. To, co dzieje się, kiedy samo ci mówi.

Jeśli przyzna się do czegoś, a w zamian dostaje całą awanturę, wyciąga z tego rozsądny wniosek: przyznanie się dużo kosztuje. Następnym razem policzy lepiej. Może przy okazji awantura zmniejszy samą psotę, ale to, czego dziecko na pewno się nauczy, to lepiej ją ukryć.

To nie znaczy, że nic się nie dzieje. To znaczy rozdzielić dwie rzeczy, które zwykle podajemy razem:

  • To, co zrobiło, ma swoją konsekwencję: sprząta się, naprawia, oddaje. Konkretną i w zasięgu dziecka, w duchu naprawiania czymś zrobionym zamiast wyrecytowanego „przepraszam”.
  • To, że przyszło i powiedziało, docenia się zawsze — nawet jeśli przychodzi późno i nawet jeśli wcześniej skłamało. Wystarczy jedno zdanie: „cieszę się, że mi o tym mówisz”.

Ta druga część jest trudna, bo wypada dokładnie w środku twojej złości. Jeśli na gorąco ci nie wychodzi, zadziała też wieczorem: „wcześniej trochę mnie poniosło, ale cieszę się, że mi takie rzeczy mówisz”. Przychodzi późno i też się liczy.

Kiedy kłamstwo uderza w kogoś innego

Ta wersja niepokoi najbardziej i zasługuje na osobny rozdział: dziecko mówi, że to brat, albo że uderzyło je dziecko z przedszkola — a tak nie było.

Najpierw rzecz niewygodna: bardzo często nie da się ustalić, kto mówi prawdę. Dwie wersje, żaden świadek i śledztwo, które donikąd nie prowadzi. Urządzanie procesu zwykle kończy się tak, że płaczą oboje, a ty wybierasz winnego rzutem monety.

Więcej daje wyjście z „kto” i zostanie przy „co”. „Zepsuło się i trzeba to naprawić, naprawimy to razem”. Bez wyroku. W tym wieku wskazanie na brata najczęściej nie jest okrucieństwem: to chęć, żeby awantura spadła gdzie indziej. A skoro tak, wygaszenie awantury działa tak samo dobrze jak wygranie sporu.

Warto natomiast zająć się tym, kto oberwał oskarżeniem — przy tym drugim. Nie po to, żeby kogoś ukarać, tylko po to, żeby było jasne, że w tym domu fałszywe oskarżenie też kosztuje tego, kogo dotyczy, i że ty to widzisz.

Kiedy kłamstwo ma cię nie rozczarować

Jest jeszcze inny rodzaj, który prosi o coś innego. Nie chodzi w nim o uniknięcie kary, tylko o to, żeby nie spaść w twoich oczach.

Dziecko, które mówi, że to ono wygrało wyścig, że rysunek zrobiło samo, że wcale nie bało się przedstawienia. Masz tu dziecko, które mierzy odległość między tym, co zrobiło, a tym, czego — jak mu się wydaje — od niego oczekujesz.

Takich wersji nie warto rozbierać na części, bo rozebranie ich potwierdza dokładnie to, czego dziecko się boi. Warto za to obniżać poprzeczkę na głos, w innym momencie dnia i bez łączenia tego z jego sprawą: „przypaliła mi się dziś kolacja i strasznie mnie to wkurzyło”. Im częściej widzi, że mylisz się bez dramatu, tym mniej potrzebuje wymyślać lepszą wersję siebie.

A jeśli twoje dziecko dodatkowo żyje ciągłym porównywaniem się, piszemy o tym w tekście Moje dziecko porównuje się z innymi.

Kiedy przyjrzeć się bliżej

To, że dziecko między trzecim a szóstym rokiem życia kłamie, jest do przewidzenia, a gorsza passa niewiele znaczy. Patrzy się nie na pojedyncze sytuacje, tylko na wzorzec, który utrzymuje się tygodniami i nie ustępuje, choć w domu usunęliście już kary z drogi.

Warto porozmawiać o tym z pediatrą, jeśli widzisz coś z tej listy:

  • Kłamie prawie codziennie, tygodniami, także wtedy, kiedy powiedzenie prawdy nic by je nie kosztowało.
  • Powtarza, że inne dzieci zrobiły mu krzywdę, albo oskarża innych o poważne rzeczy.
  • Ma trudność ze zrozumieniem tego, o co pytasz, albo z opowiedzeniem, co się stało — i to, co wygląda na kłamstwo, może być plątaniną rozumienia albo pamięci.
  • Idzie z tym ogólna zmiana: gorzej śpi, wycofuje się, przestało robić rzeczy, które lubiło.

Nic z tego nie znaczy, że jest problem. Znaczy, że z domu nie da się tego rozróżnić — a to właśnie jest rozróżnienie, które robi specjalista.

Opowiadanie, w którym kłamstwo wyślizguje się, zanim dziecko zdąży pomyśleć

W opowiadaniu Prawda, która Drży, adaptacji Pinokia, drewniany chłopiec niechcący rozbija niebieski wazon Geppetta, chowa kawałki, a kiedy Geppetto pyta, czy wszystko w porządku, wyrywa mu się „to nie byłem ja”, które — jak mówi opowiadanie — wyślizguje się, zanim zdąży pomyśleć.

Ciekawe jest to, co robi Geppetto: nic. Mierzwi mu włosy i proponuje podwieczorek, tym samym głosem co zawsze. A mimo to Pinokio nie umie się bawić, wieże mu się rozsypują i nie potrafi spojrzeć Geppettowi w oczy, aż w końcu podchodzi i mówi wszystko naraz. Geppetto przykuca i mówi, że dobrze zrobił, przychodząc. Potem razem sklejają wazon błyszczącym klejem, a pęknięcia zostają na widoku i błyszczą.

To zakończenie jest całym tym tekstem: to, co się zepsuło, daje się naprawić i widać po nim, że było zepsute, a wazon i tak wraca na półkę.

Jest dla dzieci od pięciu do siedmiu lat.

Nowa wersja Pinokia

Nowa wersja Pinokia

Prawda, która Drży · Odwaga mówienia prawdy

Pinokio mieszka z Geppettem w ciepłym warsztacie wypełnionym drewnem i złotym światłem. Pewnego popołudnia Pinokio próbuje uczynić niebieski wazon, który tak kocha jego ojciec, jeszcze piękniejszym, ale coś idzie nie tak jak planował. To, co dzieje się potem, uczy go czegoś o ciężarze tajemnic i sile wspólnego zaufania.

Przeczytaj tę bajkę dla dzieci w aplikacji Semillita

W następnym tekście: jak rozmawiać z dzieckiem o ciele, o sekretach i o jego granicach, nie strasząc go.

Udostępnij