Moje dziecko boi się próbować nowych rzeczy: jak krok po kroku budować pewność siebie

Niña pequeña dudando ante una estructura de juegos mientras su madre la acompaña a su altura, sin empujarla, en un momento real de autoconfianza

Jesteście na placu zabaw i wszystkie dzieci zjeżdżają na zjeżdżalni oprócz twojego, które stoi z boku i patrzy. Zachęcasz je, mówisz, że to bardzo proste, że czekasz na dole. Nic. Trzyma się twojej nogi. A kiedy w końcu, po pół godzinie, decyduje się i zjeżdża raz, okazuje się, że chce powtórzyć dwadzieścia razy z rzędu.

Ta scena — przy zjeżdżalni czy rowerku, przy basenie czy przy przywitaniu się z innym dzieckiem — należy do tych, które najbardziej zbijają rodziny z tropu. Wydaje się, że twojemu dziecku brakuje odwagi albo że coś jest nie tak. Prawie zawsze nie chodzi ani o jedno, ani o drugie: pewność do próbowania nowych rzeczy nie jest wrodzona. Buduje się ją, a w tym wieku wciąż jest w budowie.

Dlaczego w tym wieku nowe rzeczy są takie trudne

Dla dziecka w wieku od 2 do 6 lat prawie wszystko jest premierą. Jest na świecie od niedawna i nie ma jeszcze dużego zbioru wspomnień „spróbowałem i wyszło“, do którego mogłoby zajrzeć, gdy pojawia się coś nieznanego. Bez takiej historii mózg robi to, co każdy mózg wobec nieznanego: włącza czujność i hamuje.

Ta ostrożność ma swoje zadanie: to ten sam mechanizm, który powstrzymuje małe dziecko przed skokiem bez namysłu z byle wysokości. Problem w tym, że ten hamulec nie odróżnia jeszcze prawdziwego zagrożenia od zupełnie bezpiecznej zjeżdżalni. Reaguje tak samo na jedno i drugie, dlatego czasem widzimy ogromny lęk wobec czegoś, co nam wydaje się błahe.

Jednocześnie w tym wieku twoje dziecko zaczyna się porównywać. Widzi, że inni zjeżdżają albo wchodzą do wody bez wahania, a to porównanie potrafi dołożyć wstyd do niepewności. Boi się nie tylko upadku: boi się ośmieszenia. Świadomość, że pod „nie chcę“ mogą kryć się te dwie warstwy, pomaga nie traktować tego jak zwykłego kaprysu.

Różnica między popychaniem a towarzyszeniem

Gdy dziecko się blokuje, najczęstszą reakcją jest próba wyrwania go z tego zachętami: „nie bądź tchórzem“, „zobacz, jak ładnie robi to twoja kuzynka“, „no dalej, przecież nic się nie stanie“. Rodzi się to z miłości i chęci, by się bawiło. Ale presja, nawet czuła, zwykle daje efekt odwrotny do zamierzonego.

Dziecko popchnięte do czegoś, zanim będzie gotowe, uczy się naraz dwóch rzeczy, obu niedobrych: że to coś nowego było tak groźne, że trzeba było je zmusić, i że jego tempo się nie liczy. Następnym razem będzie się opierać trochę mocniej. Unikanie, gdy się je tak wzmacnia, zwykle rośnie.

Towarzyszenie to co innego. To być blisko, nie załatwiając sprawy za nie, wytrzymać niewygodę tego, że zwleka, i zaufać, że zrobi krok, gdy krok będzie jego. Kosztuje więcej niż popychanie, bo każe nam znieść własną niecierpliwość, kiedy dziecko zbiera odwagę. Ale to właśnie ono naprawdę buduje pewność.

Co naprawdę pomaga

Celem nie jest to, by twoje dziecko od razu straciło strach, lecz by nauczyło się poruszać, niosąc go ze sobą. Kilka rzeczy, które pomagają:

Nazwij strach, nie dramatyzując go. Nazwanie tego, co się z nim dzieje, czyni go łatwiejszym do udźwignięcia: „trochę się boisz zjechać, to normalne, to pierwszy raz“. Uznanie emocji nie powiększa jej; odbiera jej odcień wstydu i pokazuje dziecku, że potrafisz sobie z nią poradzić, nie przestraszając się przy tym.

Podziel nowe na malutkie kroki. Prawie nic nie musi wyjść od razu w całości. Przed zjazdem można wejść po schodkach, usiąść na górze, spojrzeć z krawędzi, zjechać trzymając cię za rękę, a innego dnia — puścić się. Każdy krok, który dziecko naprawdę zrobi, to dowód zapisany w jego zbiorze, że zbliżenie się do nowego nie zrobiło mu krzywdy. Takie posuwanie się małymi krokami to najpewniejsza droga do pewności siebie.

Pozwól, by to ono nadawało tempo. Możesz oferować, proponować, zapraszać. Nie pomaga, gdy to ty ustalasz kalendarz. „Kiedy zechcesz, jestem tu“ oddaje dziecku kontrolę, a poczucie kontroli to właśnie to, co strach mu odbiera. Czasem będzie musiało obejrzeć całą scenę dziesięć razy z boku, zanim wejdzie, i to patrzenie też jest częścią nauki.

Doceniaj próbę, nie tylko sukces. Łatwo się cieszyć, gdy w końcu zjedzie. Równie ważne jest docenić, że spróbowało, nawet jeśli zatrzymało się w połowie: „udało ci się wejść aż na samą górę, to już bardzo dużo“. Jeśli liczy się tylko wynik, nauczy się próbować wyłącznie tego, co ma pewne; jeśli liczy się odwaga, będzie próbować dalej.

Uważaj na etykiety. Powiedzenie przy dziecku „ono jest bardzo nieśmiałe“ albo „to ten strachliwy“ wydaje się niewinne, ale dzieci zapamiętują takie zdania i w końcu zaczynają zachowywać się jak etykieta, którą im przypięliśmy. Bardziej pomaga opisać chwilę niż definiować osobę: „dziś trudno mu ruszyć z miejsca“, zamiast „jest wycofany“.

Rola dorosłego, który dodaje odwagi

Jest pewien niuans, który robi różnicę. Towarzyszyć to być blisko jako ciepła obecność, która na głos wierzy w dziecko, nie milcząc i nie stojąc obojętnie w oczekiwaniu, aż samo się odważy, i nie wyręczając go. „Wierzę, że dasz radę, i jestem tu na wszelki wypadek“ waży o wiele więcej niż „no dalej, przecież to proste“.

Taka postać obok, która nie ratuje, ale też nie zostawia, pozwala dziecku sięgnąć trochę dalej, niż zrobiłoby to samo. Z czasem ten głos z zewnątrz, który w nie wierzył, staje się głosem wewnętrznym, którym dodaje odwagi samo sobie. Tak buduje się pewność siebie: najpierw pożyczona, potem własna.

Kiedy przyjrzeć się bliżej

Większość tych blokad rozluźnia się sama, w miarę jak dziecko zbiera doświadczenia i poszerza swój repertuar. Mimo to warto wiedzieć, gdzie przebiega granica. Jeśli lęk przed nowym jest tak silny i tak ogólny, że nie pozwala mu się cieszyć, jeśli przez długi czas unika niemal każdej nieznanej sytuacji, jeśli budzi w nim niepokój, który nie opada mimo twojego towarzyszenia, albo przeszkadza mu w codzienności, warto porozmawiać z pediatrą. Nie po to, by je zaszufladkować, lecz by wykluczyć inne przyczyny i by ktoś był przy was, jeśli trzeba. Towarzyszenie lękowi zawsze zaczyna się od jego uznania, tak samo jak było ze strachem przed ciemnością.

Małe dziecko zaraz pierwszy raz odbije się na rowerku biegowym, a dorosły daje mu przestrzeń, stojąc krok z tyłu i nie przytrzymując go.

Co odkrywa Alina

W Odważny Motyl Alina właśnie się przeobraziła i ma nowe, przepiękne skrzydła. Problem w tym, że boi się ich użyć: spojrzenie w dół z gałęzi i myśl o pierwszym locie zupełnie ją paraliżują. Jej przyjaciel Zumbi, cierpliwy trzmiel, nie spycha jej z krawędzi ani nie każe jej wreszcie być odważną. Zostaje przy niej i pomaga jej próbować po kawałku, jedno małe machnięcie skrzydłami naraz, ciesząc się z każdego postępu.

Powoli Alina odkrywa, że odczuwanie strachu przed czymś nowym jest w porządku i że odwaga nie polega na tym, by przestać się bać, ale by odważyć się spróbować mimo strachu. To opowiadanie pomyślane właśnie na te dni, gdy zaczynanie czegoś nowego przyprawia o lekki zawrót głowy: potwierdza niepewność dziecka i pozwala mu zobaczyć na jej przykładzie, że pewność siebie zdobywa się krok po kroku.

Odważny Motyl

Odważny Motyl

Odkrywanie pewności siebie krok po kroku

Alina to młody motyl, który właśnie przeszedł przemianę i ma piękne nowe skrzydła, ale boi się ich użyć po raz pierwszy. Z pomocą swojego przyjaciela Bżyka, mądrego i cierpliwego trzmiela, Alina odkrywa, że pewność siebie buduje się krok po kroku i że odważenie się spróbować to pierwszy wielki lot.

Przeczytaj tę bajkę dla dzieci w aplikacji Semillita

Gdy twoje dziecko zaczyna odważać się samo, szybko pojawia się kolejne podobne wyzwanie: utrzymać się przy swoim, gdy cała grupa ciągnie w drugą stronę. W następnym artykule mówimy o presji grupy i o tym, jak pomóc dziecku być wiernym sobie, nawet gdy inni myślą inaczej.

Udostępnij